This is my life...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Wzięliśmy bagaże i poszliśmy za Justinem. Miał już wszystko zorganizowane i zarezerwowane. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do hotelu. Miałam pokój z Kate a Justin z Chrisem.
- Jak się rozpakujecie i my zresztą tez to pójdziemy na basen - zaproponował Justin. Popatrzałam na Kate która jak widać uśmiechała się do Chrisa.
- Mmmm... zapowiada sie rozansi - pomyślałam.
- Tak ja chętnie - odpowiedziałam.
Weszłysmy do pokoju i zaczęłysmy się rozpakowywać.
- Widze że Chris ci się podoba - pwiedziałam wkładając bluzki do szafy.
- Co? Nieee... - bąknęła.
- Jak to nie?! Cały czas się na niego gapisz i uśmiechasz, ty chyba też mu wpadłaś w oko - uśmiechnełąm sie szyderczo.
- Naprawde tak pyślisz - krzyknęła zachwycona.
- Ha mam cię - zaśmiałam się.
Ktoś zapukał do drzwi.
Byli to chłopcy więc wzęłysmy rzeczy i wyszłysmy z nimi.

Na basenie bawiliśmy sie super. Skakaliśmy do wody, chlapaliśmy sie, a wszyscy wokół patrzyli sie na nas dziwacznie :D
Po zabawie udaliśmy się na kolacje, wcześniej jednak musielismy się przebrać.
Kazdy zamówił sobie coś innego. Gadaliśmy jak najęci i planowaliśmy co będziemy robili jutro. Po kolacji udaliśmy się do pokoi. Chris z Kate szli przedemna i Justinem. Gdy oni weszli do pokoi Justin przywrł mnie do ściany i zaczał całować moją szyję.
- Mmmm.... cały dzień czekałem - zaśmiałam się.
Pocałowałam go i powiedziałam że jestem zmęczona. Wróciliśmy do swoich pokoi. Nagle zadzwonił mi telefon.
- Halo?
- Jess? - usłyszałam głos mamy.
- Hej mamo co tam u was?
- Dobrze a jak wy tam?
- Też.
- Dzwonie do ciebie bo Niko się rozchorował. Chciałam zebyś wiedziała. Wszystko uz opanowane był weterynarz i powiedział ze za pare dni mu przejdzie.
-Uf... to dobrze - kamień spadł mi z serce - mamus jestem zmęczona, będę już kończyć pozdrów wszystkich ode mnie i Kate.
- Dobranoc. Miłych snów kochanie.
Tagi: .
06.02.2012 o godz. 10:59

; )

Hej, co tam u was. ;D
Myśle że dobrze ; ]
Pomysłys dalej jakieś są ale brak mi czasu ; /

Pozdrawiam iii...
Czekam na komentarze ;)
Kocham Was! ;*
Tagi: .
30.12.2011 o godz. 16:11

Wesołych Świąt! i Szczęśliwego Nowego Roku! ^^
Tagi: .
24.12.2011 o godz. 13:56
Wstałam dość późno, spałam jak kamień i nawet nie usłyszłam sms - a którego przysłał mi Justin. Przeczytałam i zadzwoniłam do niego.
- Hejka - powiedziałam.
- Hej - i co z tym spotkaniem.
- No raczej się odbędzie, co stoi na przeszkodzie - zdziwiłam się.
- Pewnie dopiero wstałaś, a no to papatrz do okna.
Wstałam i podeszłam do okna, padał deszcz, właściwie to lało jak scebra.
- Yyy.... - zająknęłam się.
- No i?
- Niewiem, zobaczy się później, jest dopiero - spojrzałam na zegarek - 11.10, jeszcze się zgadamy ok?
- No spoko, a moge do cb teraz wpaść - zapytał.
- Jasne - uśmiechnęłąm sie do siebie.
Rozłączyłma się i poszłam do łazienki, ubierając spodnie, a ubrałam się w to : http://i.pinger.pl/pgr150/734a3da5000712264d70f332/ usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zeszłam na dół, mama zdążyła otworzyć w domu znalazł się Biebs.
- Hejka - pomachałm ręką.
Uśmichnął się. Machnęłam ręką żeby szedł za mną, poszliśmy do mojego pokoju. Szybko pościeliłam łóżko jeszcze i usiedliśmy na nim. Zaczęliśmy się w siebie wpatrywać. Uśmiechnęłam się, a Justin zbliżył swoją twarz do mojej. Musnął lekko moje usta, po chwili całowaliśmy się namiętnie.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Chcecie ciasteczka - usłyszłam głos mamy.
Zaśmialiśmy się, wstałam i podeszłam do drzwi, otworzyłam je a w progu stała moja rodzicielka z talerzem ciepłych ciasteczek.
- Mmmmm... - jaki zapach - rozkoszował się Justin.
Podszedł do nas i wziął z talerza jedno ciasteczko.
- Ałł, ałł parzy - ciasteczko jednak odrazu wróciło na swoje miejsce.
Śmiałyśmy się z mamą, a Justin dmuchał w palce.
Wzięłam talerz, podziękował i położyłam go na biurku.
Teraz spokojnie wziął trochę ostygnięte ciastko i chrupał go, zrobiła to samo.

***
Dochodziła 15.10. Przebrałam się w to : http://i.pinger.pl/pgr182/2075de9e00019bfe4e24467e/322440092216271729938422%5B1%5D.jpgi zrobiłam sobie lekki makijaż. Zakładałam właście trampki i wyszłam na podwórko. Właśnie zauważyłam Kate.
- Kate, Kate czekaj - krzyknęłam.
Zobaczyłam odwracającą siępostać.
Uśmiechnęła się do mnie i zatrzymała.
- Hej - przywitałam ją uścieskiem.
- Heja.
- Idziesz na spotkanie jak się nie mylę.
- No raczej - i ruszyłyśmy w stronę lodziarni.
praktycznie przez całą drogę plotkowałyśmy o modzie.

***
Weszłyśmy do lodziarni i usiadłyśmy przy stoliku. Oczywiście nie obeszło bez spóźnienia chłopaków.
- A mówią że to dziewczyny się zawsze spóźniają - zaśmiałam się.
- Ha ha bardzo śmieszne - skomentował Chris.
Zmówiliśmy sobie lody i zaczęła się gadka.
Nie obeszło się bez śmiechu i ploteczek. Justin sprawdził wcześniej loty. Najbardziej pasował nam 27 lipca na 14.00. I tak się umówiliśmy, miał nas zawieść jeden z rodziców. Ale ze był jeszcze czas to nie goniliśmy się.

***

W końcu nadszedł ten dzień.
Wstałam wypoczęta i radosna z łóżka poszłam do łazienki wykonałam wszytskie czynności poranne i ubrałam się w to : http://stylistki.pl/bez-nazwy-30631/ zeszłam na dół, przywitałam się z rodzinką i zaczęłam zajadaż naleśniczki.
- Mmmm.... są wyśmienite - rozkoszowałam się.
Na to uśmiechnęła sie mama. Po śniadanku pozmywałam naczynia. I poszłam do koni. Na mój widok zjawiły się odrazy przy mnie, nie obeszło się bez smakołyków i oczywiście musiałam się z nimi pożegnać, w końcu nie będę się z nimi widaiała calutki miesiąc. Usłyszałam zamykanie furtki.
- To pwenie Justin - powiedziałam - musze lecieć koniache 0 ucałowałaj je i pobiegłam do drzwi.
nie myliłam się przed drzwiami stał Justin.
-Hej - uśmiechnęłam się.
- Hej - zrobił to samo.
Weszłam do domu, a on za mną. Wziął moje bagaże, a ja pożegnałam się z rodzicami ich też będzie mi brakować. Pomachałam im jeszcze i wsiadłam do samochodu w którym była już cała reszta. Podróż na lotniko okazała się milcząca. Zdenerwowani ruszyliśmy w stronę wejścia do samolotu.
Gdy byłam już na swoim miejscu, stewardessa kazała zamiąć pasy bo mieliśmy wystartować. Trochę się bałam bo pierwszy raz leciałam samoplotem. Widać było że Justin zauważył mój strach i chwycił mnię za rękę.
- Spokojnie, wszytko będzie dobrze - uśmiechnął się.
Gdy byliśmy już w powietrzu byłam szczęśliwsza. Podróż miała trchwac 10 godzin. Przez ten czas słuchałam muzyki, wyglupiałam sie z Biebsem i resztą. Resztę czasu przespałam. Gdy znowu mieliśmy zapiąć pasy i wylądaować lekki strach powrócił. Gdy wysiadaliśmy cieszyłam się że jestem na ziemi.



____________________________________________________________

Piszcie komentarze ;D
Nudyy wiem...
Tagi: .
16.12.2011 o godz. 21:54
Przepraszam wszytskich że nie już od jakiegoś czasu nie dodaje rozdziałów.
No cóż pomysły mam ale nie mam czasu... bd się dla was starała wbija i dawać jakieś urywki ale nizcego nie mogę obiecać

Kocham was! ;*
Tagi: .
03.12.2011 o godz. 18:07
- Ał! - powiedziałam spadając z łóżka.
- Co się stało - powiedziała zaspanym głosem Kate.
- Jak to co!? Wywaliłaś mnie z łóżka - krzyknęłam.
- Ha ha ha - zaczęłą się śmiać.
Przez jakieś 10 min. nie mogła powstrzymać napadu śmiechu.
Wszłam do łazieki, wzięłam prysznic i wykonałam codzienne czynności. Ubrałam się i wyszłam. Kate weszła za mną, a ja w między czasie poszłam zrobić coś na śniadanie. Postanowiłam zrobić jajecznicę. gdy już kładłam talerze na sole zeszła Kate.
- Mmmm... jak ładnie pachnie - powąchała.
- Siadaj, zrobiłam jajecznice - uśmiechnęłą się.
Już miałam siadać gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Odworzyłam. W progu stał Justin. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
- Cześć skarbie - powiedział.
- Hejka - uśmiechnęłam się - wejdź.
- O cześć - powiedział lekko speszony.
- Hej - odpowiedziała Kate.
- Justin to jest Kate, Kate to jest Justin - przedstawiłam ich sobie.
- Miło mi cię poznać - powiedział Biebs podając Kate rękę.
Usiadłam do stołu. Wraz z Kate zjadłyśmy śniadanie, Justin też się skusił. Kate pomogła mi posprzątać i poszliśmy do koni.
Weszliąmy do stajni i po kolei zaczęliśmy wyprowadzać konie.
Kate musiała już wracać do domu, pożegnałam się z nią i umówiłam na jutro.
Usiadłam z Justinem na trawie obok pasły się konie. Położyłam się i wpatrzywałm się w niebo. Zamknęłąm oczy i zaczęłąm marzyć. Cały czas jednak czułam na ciele wzrok Justina. Otworzyłam oczy, odwruciłam głowę do leżocego obok mnie chłopaka. Popatrzałam w jego czekoladowe tenczówki. Przybliżyłam się. Musnął moje usta. Usmiechnęłam się. Pocałowałam go, po chwili nasze języki połączyły się. Czułam jego smak, tak bardzo go kochałam.
- Kocham cię - powiedział.
Przytuliłam się do niego.
- Ja ciebie również - dałam mu buziaka.
Zaczął bawić się moimi włosami. lubiłam ja to robił. Z nim było mi dobrze. W Polsce nie miałam najlepszych przyjaciół. Czesto płakałam. Rodziców nie widywałam, nie przejmowali się zbytnio mną od dziecka, pamiętam tylko ciagłe nianie które się mną opiekowały. Tu jest lepiej chociaż że jestem starsza to i tak brakuje mi tej rodzinnej miłości. Justinowi mogłam zaufać. Cieszyłam się że mam go przy sobie.
- Kończy się lipiec, może wyjechalibyśmy gdzieś razem na sierpień? - zapytał.
- A gdzie?
- Może na Bahamy? - znów zapytał.
- Nie mam nic przeciwno, tylko czy moi rodzice się zgodzą.

***
Usłyszałam dzwoniek do drzwi, wstałam z sofy i ruszyłam odworzyć. W progu satała mama, Odrazu ją przytuliłam. Za nią stał ojciec, też do niego się przytuliłam, ale nie byłam zbytnio uradowana. Miałam do niego cały czas urazę, za to jak kiedyś zdradził moją mamę zostawiając ją samą. Niewiem czemu mu wybaczyła. No ale cóż.
- Jak było - zapytałam.
- Jak zawsze - powiedziała mama wchodząc do łazienki. Tata położył bagaże i poszedł do górnej łazienki. Zostałam sama, usidłam przed Tv i włączyłam Vivę. Gdy usiedliśmy razem do stołu na kolację postanowiłam poruszyć sprawę z wyjazdem.
- Mamoo... - zaczęłam niepewnie - bo wiesz kończy się lipiec i nie chciałabym zostawać do końca wakacju w domu ii - zająknęłam się.
- Tak?
- I chciałam was zapytać czy nie mogłabym z przyjaciółmi pojechać na Bahamy ? - zapytałam.
- Nie ma mowy - odezwał się odrazu tata.
- Ale tato - oburzyłam się.
- Robercie dlaczego by nie, ja nie mam ci przeciwko jest dorosła i odpowiedzialna, a powiedz kochanie z kim tam jedziesz?
- Z przyjaciółmi - odpowiedziałam, wiedziałam że będę miała u mamy powodzenie.
- Jakimi - dociekiwał się tata.
- Z Kate, Justinem i Chrisem - powiedziałam.
- Ja się zgadzam - powiedziała mama uśmiechając się do mnie - Robercie ? - widziałam jak starała się go przycisnąć.
- No już dobrze - powiedział oburzony i wrócił do czytania gazety. Wstałam i przytuliłam ich.
- Dziękuje wam - cieszyłam się jak małe dziecko.
Poszłam na górę wzięłam komórkę i zatelefonowałam do Kate.
- No hejka - powiedziałam.
- Hej.
- Jedziesz gdzie na wakacje teraz na sierpień - zapytałam.
- Nie a co?.
- Chcesz ze mną jechać na Bahamy.
- No pewnie, czekaj zapytam rodziców.
- Spx - odpowiedziałam, słyszłam jak zbiegiwała po schodach, po niecąłych 5 min. była spowrotem.
- No i jak - zapytałam odrazu.
- Mogę - powiedziała obojętnie.
- I co nie cieszysz się - zdziwiło mnie to.
- Oczywiiście że taaak - krzyknęła do słuchawki.
- Ok info o dacie wyjazdu i tą całą resztę napiszę ci w sms - ie. - Rozłączyłam się.
Odrazu wykręciłam nr. do Biebsa.
- No i jak - zapytała.
- Mogę, Kate również no to kiedy wyjeżdżamy - walnęłam prosto z mostu.
- Przyjdź jutro z Kate do lodziarni o 15.30 będziemy już tam z Chrisem i wszystko uzgodnimy.
- Ok - pożegnałam się i napisałam esa do Kate. Była 20.30. Byłam zmęczona wiec poszłam jeszcze szybko zagonić konie do stajni dałam im jeść i poszłam się umyć. Pachnąca i w pidżamce posszłam spać.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Podoba się???
Chcę wiedzieć czy ktoś to czyta i sczy się wam podoba. Wiem że napewno jest nudny.. Ale czekam na komenty ; )
Tagi: .
17.11.2011 o godz. 21:04
Obudziłam się, przeciagnęłam i poszłam do łazienki. Jak zawsze wykonałam wszystkie poranne czynności. Usiadłam na łóżku i myślałam. W końcu ocknęłam się. Musiałam przecież iść nakarmić konie i wypuścić je. Zeszłam do stajni i po koleji zaczęłam je karmić i wypuszczać. Po zrobieniu tego poszłam do kuchni. Zobaczyłam na stole kanapki a obok kartka:
Wyjechaliśmy wraz z tatą na tydzień w sprawie służbowej. Jedzenie masz, jak by coś się działo dzwoń.
Kochamy Cię
Mama i tata ;*
Poprzeczytaniu kartki zaczęłam jeść kromki. Po części cieszyłam się że rodziców nie ma, ale z drugiej strony brakowało mi ich, chociaz że ich i tak często nie widywałam. Zjadłam umyłam talerzyk i poszłam do salony. Włączyłam Tv i usiadłam na sofie. Leciał jakiś film to zaczęłam ogladać. Gdy się skończył była 13.30.
- O kurwa - zaklnęłam.
Pobiegłam szybko do pokoju, przebrałam się i nałożyłam lekki makijaż. Wsadziłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Do lodziarni miałam kawałek drogi, ale też nie był to mały kawałek...

*** Pod lodziarnią***
*** Oczami Justina***
Nigdzie nie widziałem Jessicy. Usidłem przy stoliku i czekałem.
- Cześć Justin - pocałowała mnie w policzek.
- Hej - powiedziałem na widok siadającej naprzeciwko mnie Jess. Zamówiliśmy sobie lody i zaczęła się rozmowa.
- Co tam u ciebie słychać? - zacząłem.
- A spoko, a u ciebie?
- Dobrze, no więc o co chodzi - wiedziałem, że zorganizowała to spotkanie bo chciała mi coś powiedzieć.
- Skąd wiesz, że chcę ci coś powiedzieć - spojżała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Domyśliłem się - uśmiechnąłem się do niej szyderczo.
- Eh.. no dobrze więc... - powiedziała i wstała. Nie skojażyłem o co jej chodzi.
- No i.? Nie cieszysz się razem ze mną - dopytywała.
- Yyyy..... Aaa! Gipsu nie masz - ucieszył się. Wstałem i ją wyściskałem.
- Ale się ciesze - mówiłem.
- Wiem, teraz muszę ci się jakoś odwdzięczyć - uśmiechnęła się. Byłem szczęśliwy, teraz mogliśmy swobodniej robić różne rzeczy. Poszliśmy do jej domu. Weszliśmy na padok.
- Co ty na to żebyś pouczył się jeździć konno - zaproponowała.
- Hmm... nie miał bym nic przeciwko temu.
Zagwizdała i przygalopował kasztanek. Podała mi szczotkę.
- No to na pierwszej lekcji będziesz czyścił konia.
Pokazała mi na początku jak to zrobić a potem już sam musiałem.

*** Oczami Jessicy ***
Był taki słodki - mówiłam w myślach. Szczotkował konia z taką precyzją. Po wyszczotkowaniu jeszcze troche przejechałam konia i zrobiłam z kopytami. Podałam mu siodło i uzdę. Pokazywałam mu jak się zakłada ten sprzęt, a on mi trochę pomagał. W końcu zaprowadziliśmy konia na ujeżdżalnie. Włożył jedną nogę do strzemienia, a drugą mocno się odpchnął i już siedział na koniu. Gdy po 20 minutach zaczęliśmy z prośby Biebsa kłusować to się naprawdę uśmiałam. Skakałał w tym siodle i tak to wyglądało...

*** Oczami Justina ***
Bolała mnie już pupa, ale nie chciałem pokazać tego, że już nie umiem. Jess kazała wczuć mi się w rytm konia.
- No pomoge ci troche - powiedziała gdy koń szedł stępem - okej no to jak powiem "raz" wstajesz na "dwa" siadasz w siodło. Kiwnąłem głową.
- No więc... raz, dwa, raz, dwa, raz, raz... aaa no widzisz [ he he ]. Pojeździliśmy jeszcze troche,a potem usiadliśmy na trawie.
- No, no dobrze ci idzie - powiedziała Jess z uznaniem. Położyliśmy się na trawie i patrzeliśmy w niebo. Zastanawiałem się co robi Caitlin, ostatnio nieźle się pokłuciliśmy.
- Pokłuciłem się z Caitlin ostatnio - zwierzyłem się Jessice.
- Podejrzewam, jak odtatnio szłam na spacer to mijałyśmy się, a ona wracała prawdopodobnie od ciebie i taka zła była... i to w dodatku na mnie. Dziwne - opowiedziała z krótko.
- Hmmm... zrobiła mi afere o to że niby już jej nie kocham, bo cały czas spędzam z tobą - powiedziałem podpierając się na jednej ręce. Popatrzałem na nią, była taka ładna i czasami zastanawiałem się czy jeszcze kocham Caitlin. Od czasu kiedy pokazała się tu zacząłem mieć wątpliwości. Usiadła ja obok niej. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Pocałowałem ją, ale od razu się odsunąłem.
- Przepraszam - spuściłem głowę. Uśmiechnęła się lekko.
- Yyy.. ja muszę już iść - powiedziałem szybko. Dostałem jeszcze tylko od niej buziaka w policzek i poszłem. Wyszłem z jej podwórka i zacząłem kierować się w stronę domu. Gdy wchodziłem do furtki zauważyłem Caitlin całujacą się z jakimś kolesiem. Nie chciałem w to uwierzyć. Weszłem do domu. Przywitałem się z mamą i zjadłem kolację. Pobawiłem się jeszcze chwilę z siostrą i bratem i poszłem do swojego pokoju. Zadzwoniłem do Chrisa.
- Siemka - odezwał się.
- Hej, czy twoja siostra ma nowego chłopaka - zapytałam prosto z mostu.
- Niewiem, ale dość często z kimś wychodzi.
- Ok. Wystarczy mi, dzięki - powiedziełem i rozłączyłem się. Musiałem jeszcze raz ją przyłapać, ale tez nie mogłem jej odrazu oskarzać. Niewiedziałem do końca czy napewno była to ona. Postanowiłem dłużej o tym nie myśleć tylko napisałem sms-a do mojej instruktorki.
- Co ty na to żeby się jutro wybrać na zakupy??? :)
Justin

- Jestem za, coś przydałoby mi się nowego ;D
Jessica

- Będę po ciebie o 12.30
Justin

Poszłem się umyć, gdy wyszłem z łazienki mama weszła do pokoju.
- Justin, dzwonił Scooter jutro na 20.00 masz być na jakiejś ważnej imprezie. Bierzesz może kogoś ze sobą - spojżała na mnie.
- Może - uśmiechnąłem się. Ona również to zrobiła. Podeszłem do niej i przytuliłem się. Lubiłem to robić i jak byłem mały i teraz.
- No, no już. Dość tych czułości i do łóżka - rozkazała. Posłuszny jak baranek wskoczyłem do łóżka i zasnąłem.

Rano obudził mnie płacz Jaxona. Wywlekłem się z łóżka i poszłem wziąść prysznic. Wykonałem reszte porannych czynności. Ubrałem się i zeszłem na dół.
- Dzień dobry - przywitałem się z moja rodzicielką. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść tosty. Po zjedzeniu pomogłem mamie. Dochodziła 10.00. Poszłem na góre. Zacząłem szperać w szafie i oglądać w czym bym mógł isć na dzisiejszą impreze. Po wybranym ubiorze postanowiłem pograć troche na gitarze. Dawno nie grałem. Podśpiewywałem do tego troche. Byał 12.00 zacząłem zbierać się do wyjścia z Jess. Przebrałem się i poszłem do garażu po samochód. Wsiadłem i wyjechałem na drogę. Zacząłem kierować się w strone domu mojej przyjaciółki.

*** Oczami Jessicy ***
Jeszcze kilka drobnych poprawek i już. Byłam gotowa na wyjście z Bieberem. Spojżałam przez okno i zauważyłam nadjeżdżający samochód. Wyszłam z domu i stanęłam na chodzniku. Podjechał Justin i wsiadłam.
- Siemka - powiedziałam dawajac mu całuca w policzek.
- He he siema - uśmiechnął się - jade dziś o 20.00 na imprezkę i chciałbym żebyś pojechała ze mną co ty na to?
- Hmm... no niewiem, bo wiesz rodziców moich teraz w domu nie ma bo wyjechali, musiałabym do mamy zadzwonić, ale myślę że się zgodzi - odpowiedziałam.
Przez resztę drogi słuchaliśmy muzyki i podśpiewywaliśmy sobie. Gdy byliśmy na miejscu Justin odrazu zaciągnął mnie do sklepu z sukniami wieczorowymi. Było ich pełno i dużo przymierzania, ale w końcu natrafiliśmy na najlepszą. Poprzechodziliśmy jeszcze pełno sklepów. Justin podokupywał sobie butów i czapek, a ja parę drobiazgów. Po dobrze wykonanych zakupach, daliśmy je do samochodu i wróciliśmy do restauracji na obiad. Usiadliśmy przy jednym ze stolików i podszedł do nas kelner. Zamówiliśmy jedzenie i po chwili podbiegła do nas mała dziewczynka. Trzymała w ręku plakat z Justinem Bieberem, popatrzała na nas słodko i zapytała.
- Czy mogłabym prosić o autograf?
- Jasne słonko - powiedział Justin.
Mama dziewczynki zrobiła im jeszcze zdjęcie i dziewczynka cała w skowronka poszła.
- Jakie te dzieci są słodkie - powiedziałam patrząc za dziewcznyką.
- Taa.. to zależy jakie - zaśmiał się.
Gdy wychodziliśmy Justin zatrzymał się.
- Coś się stało - odrazu zapytałam.
- Czy to nie jest Caitlin - wskazał na dziewczyne całujacą się z jakimś chłopakiem.
- Ej.. tak to ona. Justin przykro mi - objełam go ramieniem.
Odrazu ruszył w ich stronę.
- Co ty sobie wyobrażasz. Najpierw robisz mi awanturę a to ty mnie zdradzasz - wykrzyczał jej prosto w twarz.
- Oh. Nie wkurzaj się już tak - powiedziała z obojętnością.
- Zrywam z tobą i się mi już więcej na oczy nie pokazuj.
- Extra, a to jest Cody - pokazała na kolenia obok niej.
Justin odwrócił się i poszedł szybkim krokiem do samochodu.
- Justin, Justin - wołałam za nim. Doszłam do samochodu a on trzymał już dłonie na twarzy.
- Nie przejmuj się - pocieszałam go - Justin popatrz mi w oczy - chwyciłam jego głowę - masz jeszcze mnie jakoś się ułoży, to jeszcze nie koniec świata - spojżeliśmy sobie w oczy i pocałowałam go. Na początku były to normalne pocałunki potem całowaliśmy się z języczkami [ bla bla bla... :P ]
- Kocham cię - powiedział gdy już staliśmy pod moim domem - od kiedy przeprowadziłaś się tu nie mogłem zapomnieć o tobie myśleć. Już wtedy zacząłem wątpić czy jeszcze kocham Caitlin, a teraz liczysz się tylko ty.
- Też cię kocham i ciesze się że zerwałeś z nią - to powiedziawszy pożegnałam się z Biebsem. Była 17.00 za 3 godziny musiałam być gotowa. Nalałam sobie wody do wanny, rozebrałam się i weszłam. Rozluźniłam się i zrelaksowałam.
- Mmmm... - powiedziałam.
Leżałam tak przez jakiś czas. Gdy wyszłam, ubrałam się i poszłam zagonić konie do stajni, była już 17.45. Miałam jeszcze dużo czasu. Położyłam się i zaczęłam bawić się komórką. Na wyświetlaczu wyślewtliło się Mamusia odebrałam.
- Hej - zaczęłam.
- Cześć córuś i jak tam - zapytała.
- Dobrze, dzis ide na impreze z Justinem - powidziałam.
- Tak? To miło tylko wiesz, nie za późno w domu - pouczyła mnie.
- Tak, tak wiem mamo nie jestem dzieckiem - zachichotałam.
- O kochanie muszę kończyć, odezwę się jeszcze, pa pa - i rozłączyła się.
Była 19.00 postanowiłam się już zbierać. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Wyprostowałam włosy i nałożyłam makijaż. Gdy byłam gotowa dochodziła 19.50. Uslyszałam dzwoniek do drzwi.
- Witaj słońce - przyciągnął mnie do siebie Justin i pocałował mnie - ślicznie wygladasz i jak bosko pachniesz.
- Ty też ładnie wyglądasz. To co idziemy.
Wsiedliśmy do limuzyny. Jak byliśmy nie miejscu, wyszliśmy z limuzyny i odrazu oślepił mnie blask fleszy. Wszyscy robili nam zdjęcia. Justin wziął mnie za rękę i poprowadził.
Gdy byliśmy w środku stałam cały czas obok Biebsa. Podeszła do nas Selena Gomez.
- Witaj Justina - przywitała go.
- Cześć, to jest Selena, Selena to jest Jessica.
- Miło mi cię poznać - podałam jej dłoń.
- Mnie ciebie również - uścisnęła ją.
Rozmawialiśmy jeszcze tak przez pare minut, ale Sel musiała iść. Poznałam wiele słynnych gwiazd jak np. Demi Lovato, Miley Cyrus, Rihannę, Chrina Browna i wielu innych.
Gdy była 23.00 wszyscy byli już pijani. Tańczyłam z Justinem.
- Może pójdziemy do mnie - zaproponowałam.
- Nie ma sprawy - papatrzał na mnie z szyderczym uśmieszkiem.
Wyszliśmy i limuzyna zawiozła nas pod mój dom. Weszliśmy do nie go ciągle się całując. Poszliśmy do mojego pokoju. Justin zaczął ściągać ze mnie ubranie, położyliśmy się na łóżku iiiii.....[ Aaa... mam was zboczuchy! :P ].

Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego, bolałam mnie troche głowama, nic nie mapietałam z wczorajszego wieczoru.
Obudził się Justin.
- Witaj kochanie - powiedział i dał mi smacznego buziaka.
- Hejka - powiedziałam - Justin czy my wczoraj... no wiesz zrobiliśmy to? - zapytałam.
- Tak - wystrachałam się - ale z zabezpieczeniem. Spokojnie. Byłaś bardziej nawalona ode mnie - i zaczął się śmiać. Uśmiechałam się cały czas. Wstałam z łóżka i poszłam wziaść prysznic, wykonałam wszystkie czynności i ubrałam się.
- Oj leniuszku i ty jeszcze leżysz - powiedziałam wychodząc z łazienki.
- Chodź tu do mnie - powiedział.
Powoli ale seksownie podeszłam do niego.
- Mmmm - patrzał sie na mnie. Wrzucił mnie spowrotem do łóżka i zaczął załować moją szyje. Cały casz masował mnie swoimi rękami. Zaczęłam go łaskotać.
- Ej! Nie ! Ja mam łaskotki - i śmiał się.
W końcu przestałam i uciekłam mu. Zaczął mnie gonić. Gdy mnie złapał przyciągnął mnie i całował namiętnie.
- No, no - powiedziałam. Całby czas byłam przez niego całowana - ale nie ma juz tego dobrego idziesz do łazienki i czakam na ciebie z śniadaniem - dałam mu soczystego buziaka i poszedł. Zrobiłam naleśniki. Gdy siedzielismy już razem przy stole, zadzwoniła komórka Biebera.
- Halo - powiedział.
- Gdzieś ty jest do cholery! - krzyczała jego mama do słuchawki.
- Nie matrw się - powiedział spokojnie - jestem u Jessicy.
- Aha - uspokojiła się - czy ty wiesz jak się o ciebie martwiłam - mówiła pół złamanym głosem.
- Mamo spokojnie, niedługo będę w domu - uspokajał ją - i wiem że się o mnie matrwiłaś. Rozmawiał z nią jeszcze przez chwilę i rozłączył sie.
- Matki - powiedział - dobre ale czasami zbyt opiekuńcze.
- No wiesz matrwiła się o ciebie tak to już jest.
Po zjedzonym śniadaniu, Justin pomógł mi posprzątać. On sobie usiadł na sofie, a ja pobiegłam wypuścić konie.
- Co ogladasz - powiedziałam ściągając buty.
- Wczorajszą gale - mówił - wszędzie gadają o nas.
Usiadłam obok niego i przytuliłam się. Włączył jakiś romantyczni film i głaskał moje wlosy. Cieszyłam się że mam go przy sobie. Gdy fiml się skończył była 12.30 Justin musiał się zbierać bo obiecał mamie że przed 13.00 będzie w domu. Pożegnałam się z nim. Zadzwoniłam do Kate.
- Halo - odezwała się.
- Hej, co ty na to żeby wybrać się dziś na przejażdżkę?
- Nie ma sprawy, bardzo chętnie, a o której - zapytała.
- No około 16.00 gdybyś mogła być - powiedziałam.
- Spoko. To dozobaczenia - rozłączyła się.
Była 14.00 niewiedziałam co z sobą począć. Wyszłam z domu i szłam chodnikiem. Nagle wpadłam na kogoś.
- Oj przepraszam - pomogłam mu podnieść rzeczy.
- Nic nie szkodzi - odpowiedział nieznajomy.
- Chcisiak - zapytałam z niedowierzaniem.
- Skąd znasz moje imię - zdziwił się.
Musiałm mu wszystko opowiedzieć o mojej przeprowadzce.
- A no tak. Jessica - przytulił mnie.
Pogadaliśmy troche. Zaprosił mnie na lody więc poszliśmy. Cały czas rozmawialiśmy o tym co się działo przez te lata. Nagle zadzwoniła mi komórka.
Justin
- Hej - zaczęłąm rozmowę. Włączyłam na głośnik.
- Siemka. Chciałabyś może się dziś spotkać - zapytał.
- He he niestety nie mogę, umówiłam się już z przyjaciółką.
- Eh - westchnął - to nic, może jutro - zapytał od razu.
- Zobacze, napisze ci smsa - powiedziałam.
- Heja - odezwał się Chris.
- Ej! Co ty robisz z Chrisiakiem - oburzył się.
- Wyszłam na mały spacerek i wpadłam na niego - zachichotałam.
- Ale szczęściaż, ja mam zaraz wywiad.
- Ha ha - zaśmialiśmy się.
- Dobra ludziska muszę kończyć. Narka - powiedział i rozłączył się.
Tak się zasiedziałam że nie zauważyłam że dochodzi 16.00.
- Oj muszę już lecieć, miło się z tobą gawędziło - dałam mu całusa w policzek i potruchtałam do domu.
Przebrałam się w strój do jazdy konnej i poszłam do koni. Nim się obejżałam przyszła już Kate.
- Hej - przywitałam ją uściskiem - jak myśmy się tawo nie widziały.
- Oj tak - zaśmiałyśmy się.
Osiodłałyśmy konie, ja Dżingisa ona Nicko.
Wyszłyśmy poza ogrodzenie na łąkę.
Mieszkałam obok lasu moze nie dosłowie ale w połowie.
Dostałyśmy konie i ruszyłyśmy stępem. Po chwili przerusł się w kłus, a moment później galopowałyśmy. Jechałyśmy przez las na prostej ścieżce nagle zauważyłyśmy dziewno przewalone na drodze.
- No to jak? Skaczemu - krzyknęłam do galopującej obok mnie Kate. Zwolniła trochę konia. Wyjechałam przed nią i byłam blisko drzewa iii przeskoczyłam, a za mną Kate. Wyjechałyśmy na łąkę było cudownie. Od złamania nogi ciągle myślałam o takiej wyprawie. Na łące zwolniłyśmy konie żeby mogły trochę odsapnąć. Znalazłyśmy dobre miejsce, zeszłyśmy z koni i rozłożyłyśmy koc. Wzięłyśmy jeszcze ze sobą smakołyki. Kiedy konie się pasły, my rozmawiałyśmy i zajadałyśmy.
- Mmmm.
- Jak ja dawno tu nie była - rozmażyłam się.
- No fakt.
Zaczynało się ściemniać postanowiłyśmy wracać. Wracałysmy okrężną droga.
Gdy dojechałyśmy do domu. Rozsiodłałyśmy konie, byłyśmy padnięte.
- Ej moze zanocuj u mnie - zapytałam.
- Spoko - powiedziała - zapytam mamy, będę około 20.00 u ciebie ok?
- Spoko.
Poszła, zamknęłam stajnie i weszłam do domu. Wzięłam prysznic i czekałam na Kate.
Gdy przyszła przygotowałam popcorn i jakiś horror.
Nie był zbyt straszny, ale czasami psnąłyśmy a potem śmiałyśmy się.
W końcu poszłyśmy spać.






__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Komentujcie ^^

Kocham was :D
Tagi: .
08.11.2011 o godz. 22:13
Polecam również inne blogi jak np. :
- http://klaudiakoterjustinbieber.bloblo.pl/
- http://pusiapandusia.bloblo.pl/

Są spoko. Zapraszam ;D
Tagi: ]
05.11.2011 o godz. 16:15
Dryń....Dryń....
- Halo - powiedziałam zaspanym głosem.
- Jessica - usłyszałam głos Justina - ty jeszcze spiesz - zdziwił się.
- Tak. A któraż to godzinka - zapytałam.
- Noo 10.20 - powiedział.
- Że co!? - krzyknęłam do słuchawki.
- Ałł! Nie tak głośno - powiedział z ironią Just.
- Eh... sorki - skrzywiłam się.
- Nic nie szkodzi - zaśmiał się.
- A tak przy okazji to dzięki że mnie obudziłeś - usmiechnęłam się do siebie. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i rozłązyłam się. W lekkim pośpiechu zaczęłam wykonywać poranne czynności. Ubrałam się i zeszłam na dół.
- Hejka - powiediałam widząc mame w kuchni.
- Cześć córcia, jak się spało - podała mi naleśniki.
- Dobrze - odpowiedziałam. Zaczęłam jeść pierwszego nalieśnika.
- Wiesz, że jedziemy dziś do lekarza - usiadła naprzeciwko mnie.
- Fajnie - powiedziałam zjadajac ostatniego naleśnika. Wstałam od stołu. Była
- Tak? - zadzwiłam się - po co?
- Zobaczyć jak tam twoja noga - mówiła gryzac tosta.
Wstałam od stołu. Była już 11.10. Odeszłam od stołu i pokierowałam się do swojego pokoju. Położyłam się na plecach na łóżku i zaczęłam myśleć. Myślałam o wielu rzeczach, które się teraz działy. Zastanawiałam się też po co jedziemy do tego lekarza, ale się dowiem. Wstałam, przebrałam się i nałożyłam lekki makijaż. Przejżałam się jeszcze raz i zeszłam na dół. Zostało mi jeszcze 20 min. Właczyłam Tv, przełączyłam na Vive i wsłuchiwalam się w rytm muzyki. Sama zaczęłam po chwili śpiewać. Nie obejrzałam się a mama stała przy drzwiach i patrzała na mnie. Gdy odwróciłam wzrok dalej śpiewajac i ujżałam ją, w mgnieniu oka usiadłam na sofie i zaczęłam przełanczać kanały.
- Ładnie śpiewasz - zaczęła.
- Kto, ja? Nie no mamo - zmieszłam się.
- No tak, tak ty córcia - uśmiechnęłam się.
- Fajnie, że tak myślisz - uśmiechnęłam się. Wstałam i za mamą wyszłam z domu, wsiadłysmy do samochodu i pojechałyśmy.
Przez całą droge milczałam. Gdy weszłysmy do szpitala mama podeszła do recepcji i zapytałam o naszego lekarza. Pani stojąca za ladą powiedziała nam gdzie mamy iść i tam się udałyśmy. Mama zapukała do drzwi.
- Prosze - usłyszałam męski głos. Weszłysmy do sali i usiadłysmy na krzesłach. Mama rozmawiała z lekarzem o mojej nodze i po chwili przeszliśmy do innej sali. Lekarz obejrzał moją nogę, posprawdzał coś. Wezwał jakiegoś pana, on ściągnął mi gips.
- Dobrze, a teraz pochodź troche - powiedział do mnie. Wstałam i zaczęłam chodzić po sali. Na początku chodziłam niepewnie i chwytałam się róźnych rzeczy. Po chwili jednak szkoło mi o wiele lepiej.
- No, moja droga dzięki temu że pewnie czesto chodziłaś noga się rehabilitowała - uśmiechnął się.
- Czy to znaczy, że już nie potrzebuje gipsu?- zapytałam.
- Owszem nie, ale to nie znaczy, że noga ma nie odpoczywać - pouczył mnie.
- Oczywiście - byłam tak szczęśliwa. Podziękowałam i pożegnałam się z lekarzem. Gdy byliśmy w domu postanowiłam zadzwonić to Justina.
- Halo - odezwał się po trzech sygnałach.
- Siemka - powiedziałam - robisz coś jutro? - zapytałam.
- Chyba raczej nie, a co?
- Może się spotkamy - zaproponowałam - przy lodziarni w mieście o 14.00. Co ty na to?
- Chętnie - odpowiedział. Pogadaliśmy jeszcze z jakieś 10 min. Postanowiłam iść po konie. Weszłam na podok, zagwizdałam i w mgnieniu oka trzy koniki znalazły się obok mnie. Zamknęłam boksy i wróciłam do domu. Byłam zmęczona. Umyłam się, wbiłam w pidżamkę i położyłam się.



___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Wiem że krótki ale cóż.... postaram się następny dać dłuższy ;D

Komentujcie ; )
Tagi: D
30.10.2011 o godz. 18:15
Poranna pobudka nie należała do najlepszych. Strasznie bolało mnie gardło. Nie umiałam przęłknąć śliny bo tak bolało. Wysunęłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki wykonałam wszytskie czynności poranne, ubrałam się i zeszłam na dół.
- Mamo boli mnie strasznie gardło - przejechałam ręką po gardle - masz może jakieś tabletki. Podeszła do apteczki i wyjęła jakieś tabletki. Podała mi je. Wzięłam jedną i zaczęłam ją ssać [bez skojażeń ;P]. Usiadłam sobie na sofie, wzięłam pilot i włączłyłam Tv. Leciały jakieś głupoty więc ciągle przełanczałam. W końcu natrafiłam na kanał na którym podawali wiadomości o gwiazdach. Akurat leciało o Beyonce. Następne miało być o Justinie Bieberze. Postanowiła nie przełanczać, papatrzałam do reszty jak mówili o Beyonce i zaczęli mówić o Biebsie. Na początku pokazywali jego wywiad. Gdy skończył się wywiad, pokazali zoo i mówili że Justin i dziennikarz zaczął : " Justin Bieber wczoraj był w zoo z tajemniczą dziewczyną, czyżby nowa dziewczyna...A co z Caitlin... " Dopatrzyłam do końca. Wyłączyłam potem odrazu Tv, wkurzały mnie głupie plotki. Weszłam do swojego pokoju, wzięłam komórkę. Napoczątku bawiłam się nią, ale w końcu zadzwoniłam do Monic.
- Hej - zaczęłam gdy odebrała po trzech sygnałach.
- No hej, ej wiesz że właśnie pokazywali cię w Tv.
- Wow... przetchwilą skończyłam na to patrzyć.
- No wiesz to jest Justin Bieber wielka gwiazda, a ty jesteś zwykłą dziewczyną - powiedziała - i do tego chodziliście razem po zoo, nie mogło to nikomu umknąć. Paparazzi ciągle chodzi za Justinem ide\zie za nim krok w krok - zachichotała.
- Ha ha very funny - oburzyłam się - tylko że to nie ty jesteś w Tv.
- Nie no możliwe żebym się cieszyła, ale niewiem. A właśnie ty masz gips na nodze - zapytała.
- No już od jakiś trzech dni - powiedziałam - a ty? Czemu cię nie ma? Miałaś prowadzić jazdy i mi pomagać bo Kate nie ma - zaciekawiłam się.
- Wróciłam wczoraj od babci cała rozchorowana - westchnęła - siedze cały czas w domu, mama nie pozwala mi wyjść z domu.
- Eh.. bywa, to jak wyzdrowiejesz to wpadnij, ja musze już kończyć - pożegnałam się i rozłączyłam. Niewiedziałam co z sobą począć. Usłyszłam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.

*** Oczami Justina ***
- Ooo jesteś, myśliałem że nikogo w domu nie ma - powiedziałem.
- Co ty tu robisz - zadzwiła się Jessica.
- Miałem przyjść na lekcję jazy konnej, znaczy się prowadzić ją pod twoim nadzorstwem - zaśmiał się.
- A no tak, to idź już na padok, ja do ciebie zaraz tam dojde - zrobiłem co kazała. Podeszłem do płotu. Widziałem Nicko i Damaszka pasących się. Weszłem na padok i zacząłem kierować się w strone stajni. Nagle usłyszłamem galopujace konie. Spojżałem za siebie i zobaczyłem galopującego Nicko a za nim Damaszek. Zacząłem uciekać do stajni. Wbiegłem do niej a konie dalej mnie "goniły" odruchowo wbiegłem do jednego z boksów i zamknąłem się.
- OmG - powiedziałem. Usłyszłem gwizdanie. Konie właśnie stojące pod boksem odeszły. Otworzyłem boks i poszedłem w strone usłyszanego gwizdnięcia. Była to Jessica, gdy się zbliżyłem konie odwróciły łby do mnie, Wystrachałem się i juz chciałem wiać gdy nagle zatrzymała mnie Jes.
- Nie, stój po co uciekasz oni ci nic nie zrobią - powiedziała spkojnie - podejdź do mnie.
Podeszłem do niej zaczęła sprawdzać moje kiesze i wyciągnęła smakołyki. Położyła mi je na ręce i ustawiła dłoń. Konie zaczęły mi jeść z ręki. Wystraszyłem się gdy mnie liznął jeden z nich.
- I po to było uciekać - zaśmiała się - a tak przy okazji papatrz na swój but. Spojżałem i zobaczyłem kupe na bucie.
- Fuuu - obrzydziłem się - to pewnie przez to ze schowałem się w boksie i wlazłem w gówno.
- Nie no fajna przygoda jak na pierwszy dzień lekcji - śmiała się do upadłego.
- To ja może pójde do domu i zaraz wróce - nie zważając na Jess wyszedłem padoku i pokierowałem się w strone furtki. Szłem ulicą, przechodząca obok mnie para starszych ludzi zachcichotali. BYłem sktrępowany, szybko weszłem na podwórko ściągnąłem buty i poszłem po jakąś szmatkę. Wziąłem "węża" i polałem sobie wodą buty zacząłem ścierac odchody końskie. Gdy było już gotowe postawiłem je w słoneczku zeby przeschły. Założyłem jakieś stare buty. Nie chiałem narażać kolejnej fajnej pary.
- Hej, Justin gdzie idziesz - zapytała bawiąca się Jazmyn.
- DO Jessicy. Ma złamaną noge a ja jej pomagam prowadzić lekcje jazdy konnej.
- Mogę iść z tobą i pojeździć sobie na koniku.
- Pewnie o ile mama ci pozwoli - puściłem do niej oczko.
- To ja biegnę się jej zapytać - z uśmiechnem na twarzy weszła do domu. Po 3 minutach stała ze mną przy furtce.
- Tylko uważaj na nią - pouczyła mnie mama.
- Spoko - machnąłem jej ręką. Jazmyn szła obok mnie cała w skowronkach. Gdy byliśmy już na padoku Jazmyn odbiegła do mnie i przywitała się z Jessicą. Była już pierwsza dziewczyna, która siodłała sobie końia.
- Będzie mogła Jazmyn przejechać się na koniu - zapytałem.
- Jasne, ale po jeździe. Teraz niech się idzie pobawić, mam tam pare zabawek, a my mamy robotę.
Zaprowadziłem siostrzyczkę do piaskownicy i za prośbą Jess zawołałem jej siostrę. Miała 8 lat i nazwyała się Natalie. Wróciłem do Jess.
- Tu masz ląże - podała mi jakis dość gruby pasek z dwóma zapięciami na końcu.
- No dobrze jak go już występowałaś to rozgrzejmy się na ląży - zawołała. Dziewczyna skierowała konia w naszą strone. Zatrzymała go przedemną. Wpiąłem dwa zapięcia w miejsca które mi pokazała moja kaleka. Po chwili gdy dziewczyna jeździła musiałem się krecić w kółko co jakiś czas musiałem albo troche popuscić ląże albo ją zwinąć. Jesiica caly czas mówiła co ja mama robić i dziewczyna jeżdżąca na ogierze. Gdy skończyliśmy pierwsza jazde poszłem po Jazmyn podniosłem ją i posadziłem na koniu. Bała się i chciała schodzić.
- To ty wsiadź i weźmiesz ją na ręce - zaproponowała. Nigdy wcześniej nie siedziałem na takim zwierzęciu. Jessica opiecała ze nic się nie stanie. Powiedziała jak mam wsiaść. Wsadziłem nogę do strzemienia, odepchnąłem się, zamachnąłem nogą na drugą strone i siedziałem już na koniu. Jessica podała mi Jazmyn. Posadziłem ją sobie na kolanach tak żeby jej także było wygodnie. Jessica widząc że już się usadowiliśmy, cmognęła i koń ruszył. Podała mi wcześniej wodze i mówiła jak "kierować". Szybko się ucze więc po chwili wszystko załapałem. Cmoknęła a koń ruszył. Moja siostrzyczka cieszyła się wniebowzięcie. Ona była radosna a ja się nauczyłem nowych rzeczy.

*** Oczemi Jessicy***
- Ale oni razem słodko wyglądają - mówiłam w myślach. Cieszyłam się z ich szczęścia i do tego miałam szybko uczącego się ucznia [Heh :P]. Po jakiś 10 miniutach niezwykłej jazy [Myśle że jak dla nich] uradowana Jazmyn cały czas kręciła się wokół koni. Jeździli na Damaszku i widać było że ją polubił.
- Dziękuje że mnie dziś tylu rzeczy nauczyłaś - podszedł do mnie Bieber.
- Nie ma za co. Ale to ja ci powinna podziękować za pomoc - przytuliłam go.
- No ja już będę leciał, mama kazała nam nie być za późno - powiedział. Justin pomógł mi jeszcze rozsiodłać konia. Pożegnałam się z nim i poszli. Była 19.00. Weszłam do domu i poszłam do pokoju. Byłam zmęczona, poszłam się umyć, wbiłam w pidżamkę i zasnełam.



_______________________________________________________________

Podoba mi się ;]

Czekam na komentarze ;*
Tagi: .
21.10.2011 o godz. 19:23
Obudził mnie lekarz.
- Witam, jak się spało - zapytał.
- Dobrze - uśmiechnęłam się.
Zobaczyłam ze przywiózł wózek. Wspominał coś że wróce szybko do domu, ale nie spodziewałam się że aż tak szybko. Pomógł mi usiąść na wózku i wywiózł mnie z sali. Na korytarzu czekała mama. Wzięła mnie i pojechałyśmy na parking. Lekarz pomógł nam złożyć wózek i odjechałyśmy. Przez całą drogie milczałam. Gdy miałam wysiadać z samochodu, otwarłam drzwi i usłyszałam głosy.
- Pomogę pani.
- Oh dziękuje Justin - odezwała się moja mama. W tym momęcie ujrzałam Justina, pomagał mi wysiąść.
- Siemka, jak tam noga - uśmiechnął się niepewnie.
- Lepiej - powiedziałam. Wjeżdżaliśmy właśnie pod dom.
- Nie, zawieź mnie na padok - powiedziałam szybko. Justin popatrzał na moją mame a ta kiwnęła głową. Gdy byliśmy pod płotem zagwizdałam i zobaczyłam Nicko kłusującego w moją strone.
- Cześć mały - pogłaskałam go - co tam u ciebie. Wyciagnęłam z kieszeni jakiś smakołyk i podłożyłam pod chrapy. Westchnęłam.
- Coś się stało - zaciekawiony Justin popatrzał na mnie.
- Nie, nic. Szkoda że nie mogę sobie na nich pojeździć - odpowiedziałam a Justin objął mnie ramieniem. Poprosiłam go by mnie zawiózł do domu.
- Chcecie może lemoniady - zawołała mama, gdy wchodziliśmy. Popatrzałam na Biebera, ten uśmiechną się i kiwną głową.
- Tak, poprosimy - krzyknęłam.
Podjechaliśmy do kuchni.
- A właśnie mamo a co z lekcjami nauki jakzdy konnej? - zaciekawiłam się.
- Hm... no trzeba będzie odwołać - mówiła - ja się nieznam na tym i niewiem kto by mógł za ciebie wpaść.
- Oh... szkoda - posmutniałam.
- No właściwie to ja bym mógł - podrapał się po głowie Biebs.
- Przecierz ty nie masz pojęcia a jeździe konnej.
- No wiem. Ale mogła byś mnie nauczyć. Na przykład widziałem że na ląży miałaś jakąś osobie, to ja bym mógł trzymać i tak dalej a ty być gadała - powiedział. Wiedziałam że to nie był najgorszy pomysł, ale też nie chciałam go na nic narażać.
- No sama niewiem - powiedziałam - zastanowie się i dam ci znać, ok?
- Ok - uśmiechnął się - oj już tak późno, miło było i dziękuję za lamioniade. Wpadnę jutro a ty się zastanów - puścił oczko i poszedł.
Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo.
- Hej Jess, jak się masz, podobno masz złąmaną noge - mówiła Kate - przykro mi. Coś ty wyprawiała.
Opowiedziałam jej całą przygode z końmi. Rozmawiałśmy jeszcze jakiś czas, ale musiała kończyć bo gdzieś wychodziła z grupa z obozu.
Poćwiczyłam jeszcze chodzenie o kulach. Było już dość późno, mama kazała mi odłożyć kule i powiedziała że mam iść do łóżka bo noga ma odpoczywac. Zrobiłam to co kazała i z pomocą mamy weszłam na góre. Chciałam być już w piżamie więc umyłam się i położyłam się. Wzięłam laptopa i zaczęłam ogladać filmiki na www.youtube.pl. Po jakimś czasie zachciało mi się spać. Odłożyłam laptopa i położyłam się. Nie umiałam zasnąć. Ułyszłam dźwięk telefonu, na wyświetlaczu pisało Justin odebrałam.
- Coś się stało, że tak późno dzwonisz? - zapytałam.
- Nie po prostu chciałem się dowiedzieć jak się czujesz i czy nie chciałabyś pójść jutro ze mną do zoo - powiedział prosto z mostu.
- Bardzo chętnie, ale.. - przerwał mi.
- Nie ma żadnego ale, zgodziłaś się - zaśmiałam się.
- Justin ale nie będę dla ciebie ciężarem, bo wiesz że jestem na wózku tymczasowo.
- No i co z tego, dla mnie to nic. Przecież obiecałem ci ze tak się tobą zaopiekuję że nie zapomnisz że masz złamaną noge - uśmiechnęłam się do siebie.
- Jesteś kochany, no dobrze - zgodziłam się.
- No to ok. Przyjadę po ciebie o 14.00 - powiedział i rozłączył się. Uśmiechałam się do siebie. Cały czas myślałam o Justinie. W pewnym momencie zasnęłam.
Obudziłam się wypoczęta. Promyki słońca wpadały mi do pokoju. Zapowiadał się świetny dzień. Postanowiłam uwierzyć w siebie i wzięłam kule. Powoli weszłam do łazienki wykonałam wszystkie poranne czyności i ubrałam się. Podeszłam do schodów. Odłożyłam jedną kule i chwyciłam się poręczy. Zaczęłam po woli schodzić. Gdy byłam na dole odetchnęłam z ulgą. Pierwszy raz miałam coś złamanego, przeważnie byłam zdrowym i do chęci życia człowiekiem a tu dup, złamana noga. Poszłam do kuchni, mama właśnie przygotowywała kanapki, a tata czytał gazete. Wczoraj wieczorem wrócił z paro dniowego niepobytu w domu. Rodzice byli ogólnie biznesmenami więc często ich w domu nie było, ale przywykłam do tego. Teraz jednak mama krócej pracuje żeby mieć czas dla mnie.
- Cześć - powiedziałam pierwsza. Mama dziwnie popatrzała na mnie.
- Przecież mówiłam ci żebyś wołała jak będziesz schodziła - podbiegła do mnie - nic ci nie jest.
- Nie spoko - powiedziałam na luzie. Wiem że nie zawsze są w domu, no ale bez przesady.
- Mamo wyprowadziłaś może już konie - zapytałam.
- Tak spokojnie - uśmiechła się. Usiadłam obok taty i zaczęłam go szturchać.
- Kochanie czytam - powiedział troche surowym głosem. Odsunęłam się i bruknęłam coś pod nosem.
- Nie dość że go w domu nie ma, to jeszcze się nie interesuje co się w nim dzieje - pomyślałam. Było mi trochę smutno z tego powodu.
- Mamo o 14.00 wybieram się z Justinem do zoo. Mogę iść prawda - powiedziałam do mamy zjadając pierwszego tosta.
- Że co prosze!? Nigdzie się nie wybierasz. Popatrz w jakim stanie jesteś - krzyknęła zdenerwowana.
- Ale mamo - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie - powtórzyła. Wstałam z krzesła i nie zważając na noge potruchtałam do drzwi wyjściowych. Ze łzami w oczach zeszłam po schodach, akurat obok domu musiał iść Justin.
- Hej co tam.. - i urwał się. Przetruchtałam przed nim i poleciałam na padok.
- Jess - krzyknął za mną. Usiadam na trawie i byłam wściekła. Mama przwaznie nie interesowała się mną, a jak przyszło co do czego to mi nie pozwalała.
- Co się stało - zapytał dość zdyszany Biebs - t.. ty.. ty płaczesz - spojrzał na mnie.
- Mama nie pozwoliła mi iść z toba do zoo - ślintałam. Opowiedziałam mu o tym jak to zawsze jest.
- Nie przejmuj się - objął mnie - ja to załatwie - powiedział i pobiegł do mnie do domu. Po niecałych 10 min. był z powrotem.
- Mam dobrą i złą widomość - mówił - dobra to taka że możesz jechać, a zła ze masz być o 18.00 w domu.
- Eee to nie tak źle, dobrze że mogę jechać - uśmiechnęłam sie i przytuliłam go.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha. Posiedzieliśmy jeszcze tak pare minut, ale zbliżała się 14.00 i musiał iść.
- Ok to do zobzczenia - pomachał mi.
Weszłam po cichu do domu. Tata już pojechał do pracy, a mama siedziała przed Tv i oglądała jakiś film. Usiadłam obok niej i przytuliłam się.
- Wiem że się o mnie troszczysz, ale jestm już dużą dziewczynką i potrawie dać sobie rade. Mamo ja mam 17 lat, no bez przesady - zaśmiałam się.
- No tak, tak, ale zrozum kochamy cię i nie chcemy żeby coś ci się stało - pogłaskała mnie po włosach. Lubiłam jak to robiła. No ale musiałam się zbierać. Samodzielnie weszłam na góre i poszłamd do swojego pokoju. Ubrałam się i zrobiłam sobie mały makijaż. Schodziłam właśnie na dół, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam w progu stał Biebere.
- Hejka. Ładnie wyglądasz - powiedział.
- Dziękuje. Ty też niczego sobie - zachichotałam. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
Nie było dużo osób. Kupiliśmy bilety i krążyliśmy po całym zoo. Zatrzymałam się na małpkach, były takie słodkie. Porobiliśmy sobie zdjęcia. I ogółem dobrze się bawiliśmy. "Wycieczka" skończyła się około 16.00.
- Uwielbiam chodzić do zoo - powiedział Justin, gdy wsiadaliśmy do samochodu. Uśiechnęłam się.
- Mogłeś wziąść ze sobą Jazmyn - powiedziałam.
- No cóż - uśmiechnął się szyderczo.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o głupotachi i często się śmialiśmy. Lubiłam być w jego towarzystwie bo uśmiech nie schodził mi z twarzy. [ ; ] ]
- Dziękuję za miło spędzone po południe - powiedziałam pod domem.
- Nie ma za co - uśmiechnął się.
- No to ja już lece - pocałowałam go w policzek i weszłam do domu.
- Mamo jestem! - krzyknęłam. Poszłam do pokoju. Odłożyłam torebkę i poczłapałam do łazienki wziąść kąpiel. W pidżamce siedziałam na łóżku i na nogach trzymałam laptop. Weszłam na twittera i zobaczyłam wpis Justina " Pięknie spędzony dzień z piękną dziewczyną. Dziękuje Jessica ;D " Po przeczytaniu tego uśmiechnęłam się do siebie. Byłam zmęczona, odłożyłam laptop i wbiłam pod kołderkę. Zasnęłam odrazu. I do tego miałam piękny sen.




____________________________________________________________

Eh... wymyślanie na szybko. Szkoła ; /
No ale cóż.. ;D
POzdro. ^^

Tagi: .
19.10.2011 o godz. 18:20
Rozdział 1

- Cholera - krzyknęłam spoglądając na budzik. Była 7.15. Szybko wyleciałam z łóżka i popędziłam do łazienki, umyłam się, ubrałam. Zbiegłam na dół na śniadanie.
- Hejka - powiedziała z uśmiechem mama - Jedz szybko chyba nie chcesz się spóźnić do szkoły w ostatni dzień.
- Jasne że nie - odpowiedziałam szybko, zjadłam kanapkę i pobiegłam na autobus.
- Siema - powiedziałam widząc moje przyjaciółki.
- Hej - uśmiechnęły się - znowu biegłaś jak ogłupiała, budzik?
- Niestety - powiedziałam i podjechał autobus, wsiadłyśmy i dalej gadałyśmy.
- Hejjj - przywitałyśmy się z resztą naszej paczki przed szkołą. Poszliśmy na sale gimnastyczną gdzie miała się odbyć mała akademia. Gdy się skończyła dostaliśmy świadectwa i ruszyłam z moimi przyjaciółkami na przystanek. W kółko gadałyśmy co będziemy robiły w wakacje. Gdy byłyśmy już na naszym przystanku wysiadłyśmy i pożegnałyśmy się. Pomachałam im jeszcze raz na pożegnanie i ruszyłam w stronę domu. Właśnie przechodziłam obok domu Justina Biebera. Zauważyłam Jazmyn bawiącą się w piaskownicy.
- Hej - uśmiechnęłam się. Spojrzała w moją stronę. Odłożyła łopatkę którą właśnie się bawiła i podbiegła do mnie. Przykucnęłam i przytuliłam ją.
- Cześć Jessica - powiedziała - skąd wracasz - zaciekawiła się.
- Ze szkoły. Dziś mieliśmy zakończenie roku szkolnego i mamy wakacje - odpowiedziałam. Rozmawiałyśmy i bawiłyśmy.

*** Oczami Justina ***
- Tak, ok to jutro się zobaczymy, pa - odłożyłem słuchawkę. Nagle usłyszałem czyjeś śmiech. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem moją siostrzyczkę z jakąś dziewczyną. Założyłem t-shirt i zeszłem na dół. Stanąłem w drzwiach. Dziewczyna podniosła wzrok i popatrzała na mnie. Podeszłem do nich.

*** Oczami Jessicy ***
- Siemka - powiedział.
- Hej - wstałam i podałam mu dłoń. Patrzyliśmy na siebie przez jakieś 5 min. Uśmiechnęłam się.
- Justin to jest Jessica - powiedziała z dumą Jazmyn.
- Fajnie ja jestem... - przerwałam mu.
- Justin Bieber. Wiem kim jesteś. Może mnie pamiętasz jeszcze z dawnych lat - spoglądnęłam na niego oczkiem.
- Hmmm... - zamyślił się - przepraszam ale nie kojaże, widzę tyle twarz zaśmiał się - choć ty mi się wydajesz znajoma.
- No tak, spodziewałam się tego. Jestem Jessica Brown. Niedawno przyjechałam do Atlanty. Przez parę
lat mieszkałam w Polsce. Jeszcze przed wyjazdem znaliśmy się, bawiliśmy się razem - mówiłam - i co przypominasz sobie coś - uśmiechnęłam się.
- Aaa... no tak - uśmiechnął się - Jess, moja mała dziewczynka - przytulił mnie.
- Ej już nie taka mała - szturchnęłam go. Zaśmialiśmy się.
- Dlaczego wyjechałam - zapytał Justin.
- Mama znalazła pracę. Ale teraz na tutaj lepszą - powiedziałam.
- Widzę że poznałaś się już z moją siostrunią - popatrzał na nią.
- Aa... no już jakiś czas temu. Były tu niedawno dożynki no i jak to dożynki były karuzele. [ niewiem jak się to pisze xdd ] Twoja urocza siostra chciała iść na jedną z nich, a mama twoja no wiesz. I poprosili mnie. Od tamtego czasu często bawię się, gadam z Jazmyn, ona jest taka słodka - uśmiechnęłam się do niej i wzięłam ją na ręce.
- Hej Justinku - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się, była to Caitlin. Podeszła do Biebera i pocałowała go. Postawiłam Jazmyn na ziemi i przywitałam się.
- Cześć jestem Jessica.
- O hej miło cię poznać, jestem Caitlin - podała mi dłoń - hmm... skąd ja cię kojaże.
Justin opowiedział jej o mnie.
- A no tak Jess - uścisnęła mnie. Byłyśmy kiedyś przyjaciółkami, ale gdy wyjechałam wszystko się zmieniło. Gadaliśmy tak razem przez jakiś czas. Popatrzałam na zegarek.
- No zasiedziałam się. Musze już lecieć - powiedziałam i pożegnałam się z nimi. Była 14.00 gdy wchodziłam do domu.
- Jestem - krzyknęłam krótko. Pobiegłam do pokoju i przebrałam się. Wyszłam na padok do koni. Miałam ich trzy. Od razu przygalopowały do mnie. Wywąchały moje smakołyki. Podzieliłam ich. Miałam za jakieś 10 min. lekcję jazdy. Osiodłałam Damaszka i czekałam na Emily.
- Cześć - powiedziała wchodząc na padok.
- Hejka - uśmiechnęłam się i podałam jej wodze od konia. Poszłyśmy na ujeżdżalnie.
- No dobrze to na początek stępem. Musimy go trochę rozruszać - mówiłam - A przypomnij mi co ty już potrafisz, skakałaś już? - zapytałam.
- Ee... nie... narazie uczyliśmy się ostatnio półsiadu w galopie.
- A to dużo, spoko - uśmiechnęłam się.
Gdy występowała Damaszka kazałam jej zakłusować, po chwili galopowała. Ćwiczyłyśmy jeszcze na drążkach. Szybko mi minął czas była 16.50 właśnie kończyłam z ostatnią osobą, nagle zadzwoniła mi komórka.
- Halo - zaczęłam.
- Hej, tu Justin mogę wpaść za jakieś 30 min - zapytał odrazu.
- Jasne nie ma sprawy - powiedziałam i rozłączyłam się. Kazałam ostatniej dziewczynie rozsiodłać konia i dac rzeczy na swoje miejsca. Tak zrobiła, pożegnała się i poszła. Postanowiłam pojeździć na Dżingisie. Osiodłałam sobie go i wyciągnęłam na ujeżdżalnię. Wsiadlam i po chwili stępowanie już galopowałam, poćwiczyłam skoki. Nie zauważyłam że Biebs przyszedł. Nagle Dżingis się spłoszył. Stanął takiego dęba że poleciał do tyłu. Runęło na moją noge parę ton. Koń wstał i pogalopował dalej. Po chwili był już przy mnie Justin. Dzwonił po pogotowie i zawołał moją mame.
- Ał, ał - krzyczłam jak mnie wnosili na nopsze - strasznie boli. Mama jechała ze mną w karetce, a Justin swoim samochodem. Gdy byliśmy w szpitalu lekarz zbadał moją noge i wiadome było że miałam złamaną.
- No nie i to na sam początek wakacji - myślałam.
- Justro wyjdziesz ze szpitala - mówiła mama - ale w domu ta noga ma odpoczywać.
Zostałam nama w sali. Po pewnym czasie przyszedł do mnie Justin.
- Hej jak się masz - zapytał z troską.
- Hej, dobrze, mogło być lepiej - posmutniałam.
- Nie martw się, zaopiekuje się tobą tak ze nawet zapomnisz że masz złamaną - uśmichnął się.
- Dziękuje - przytuliłam go.
Tagi: .
17.10.2011 o godz. 07:31

Hejka wszystkim. Bd pisała blog ;D Prosze też o wyrozumiałość bo dopiero zaczynam ;]

Pozdro. ;*
Tagi: .
12.10.2011 o godz. 20:44
Agu100
This is my life...
Skąd: Katowice ;D
O mnie: Jestem taka jaka jestem. Nic szczególnego o mnie.... Mam na imię Aga i mam 12 lat. Często robię coś co i tak potem się pirdoli więc mam wielkiego pecha w życiu.....
statystyki